Wyższy standard skuteczności
Blog
Informacje z branży i życia firmy
Wybierz dziedzinę

Jak nie narazić się szefowi w social media? – profil prywatny a dobro pracodawcy

Opublikowano: 19-03-2018
Czas potrzebny do przeczytania: 7:50 min
Liczba osób korzystających z portali społecznościowych z roku na roku staje się coraz większa, nic więc dziwnego, że social media zarówno w naszym życiu prywatnym, jak i służbowym odgrywają coraz większą rolę. Zgodnie z przygotowanym przez Social Media Week oraz Buffer raportem „The State of Social 2018” aż 96% firm do komunikacji z klientami korzysta z Facebooka. 89% z ankietowanych przyznaje się także do korzystania z Twittera, a 70% posiada konta na Instagramie i LinkedIn.


W tym samym raporcie 74% z ankietowanych odpowiedziało, że prowadzenie marketingu na portalach społecznościowych jest „bardzo efektywne” lub „w jakimś stopniu efektywne”.
Te statystyki w jasny sposób pokazują, że we współczesnym świecie social media w równie dużym stopniu co funkcje prywatne, pełnią funkcje sprzedażowe i promocyjne. Jak zatem my, użytkownicy „facebooków”, „instagramów” i „snapchatów”, powinniśmy z portali społecznościowych korzystać, by nasze życie zawodowe mogło tam bezpiecznie funkcjonować obok prywatnego?

Do wyciągnięcia pewnych wniosków na tym obszarze nie potrzeba zresztą szczegółowych analiz. Każdy z użytkowników Facebooka gołym okiem widzi, że znaczna większość właścicieli firm na marketingowym potencjale portali społecznościowych już dawno się poznała – firmy posiadają własne konta, prowadzą określone kampanie, konkursy itd. Skutecznym narzędziem promocyjnym dla firmy może być jednak także prywatny profil pracownika na Facebooku czy Twitterze. Od  razu warto tutaj zwrócić uwagę na słowo „może”. Prywatny profil jest jak miecz obosieczny, z którym należy obchodzić się bardzo ostrożnie – nierozważne korzystanie z niego może skończyć się przykrymi konsekwencjami zarówno dla firmy, jak i dla pracownika.

Czy pracownicy potrzebują social mediów?

Powiedzmy sobie wprost – social media rozwijają się znacznie szybciej niż prawo, które powinno regulować korzystanie z nich. To dlatego w polskim kodeksie pracy póki co na próżno szukać przepisów, które jasno mówiłyby, co wolno  pracodawcy z Twoim „fejsem” zrobić oraz w jaki sposób Ty możesz wykorzystywać firmowy profil. Wiele zależy tutaj od indywidualnego podejścia do tematu poszczególnych firm.

Źródło: wersm.com

Zacznijmy od początku – choć czasem naprawdę trudno nam w to uwierzyć, choć każdej minuty „rozdajemy” ponad 4 000 000 like’ów, około 1 700 000 instagramowych serduszek i przesyłamy prawie 350 000 tweetów, ciągle istnieje życie bez social mediów. Tak, są ludzie, którzy uczą się, pracują, prowadzą normalne życie i nie mają profilu na „fejsie”. Niezależnie od tego, jak dużej wagi Twój szef nie przywiązywałby do social media marketing, nie może on nakazać Ci założenia profilu prywatnego na portalach społecznościowych i wykorzystywania go dla celów firmowych.

Powiedzieliśmy „nie może”? W większości przypadków tak właśnie jest. Jak wszędzie, tutaj także istnieją jednak wyjątki. Są stanowiska – na przykład w dziale marketingu lub PR – które wymagają prywatnego konta w social mediach. Wtedy - wybacz, ale nie masz zbyt dużego pola manewru.



Jeśli jednak zajmowana przez Ciebie posada w żaden sposób nie wymusza na Tobie posiadania konta na Facebooku, Twitterze, YouTube czy Instagramie, Twój szef może Cię jedynie zachęcać do aktywności na portalach społecznościowych, która miałaby promować firmę. Jak mógłby to robić? Cóż… jak już powiedzieliśmy, w tym temacie wiele kwestii zależy od indywidualnego podejścia danej firmy.

Co wolno, a czego lepiej nie robić na portalach społecznościowych?

Załóżmy jednak, że mamy do czynienia ze współczesnym, młodym człowiekiem, któremu nic, co z social mediów nie jest obce. Jak w takim razie zarówno on, jak i jego szef powinni „korzystać” z prywatnego profilu, by ta „współpraca” obu stronom przynosiła korzyści?
Promocja firmowego profilu na koncie prywatnym może być przydatna, dopóki mieści się w bezpiecznych ramach. Z reguły pracodawcy nie przeszkadza, gdy dzielisz się ze znajomymi zajmowanym przez siebie stanowiskiem lub lajkujesz, komentujesz i szerujesz posty o sukcesach Twojego pracodawcy.


Musisz jednak pamiętać, że w sytuacji, kiedy w otwarty sposób wyrażasz swoje przywiązanie do firmy, udostępniane przez Ciebie treści przez dziesiątki Twoich znajomych mogą być utożsamiane z przekonaniami pracodawcy lub takimi, na jakie wydaje on pozwolenie. Warto zatem zachować pewną wstrzemięźliwość i umiar w udzielaniu się na kontrowersyjne tematy obyczajowe, religijne czy społeczno-polityczne. Zresztą, przez kulturę wypowiedzi robimy PR nie tylko naszemu pracodawcy, ale przede wszystkim sobie.

Jak wspomnieliśmy na samym początku, póki co polskie prawo nie określa tego, co pracodawcy i pracownikowi wolno w social mediach, a czego nie. Z tego powodu, by reguły gry od początku dla obu stron były przejrzyste, warto, by firma miała wewnętrzny regulamin określający zasady aktywności pracownika na portalach społecznościowych i w Internecie w ogóle. Z pewnością zminimalizuje to ryzyko wystąpienia nieporozumień i przykrych sytuacji.

Powiedzieliśmy już o treściach kontrowersyjnych. Co jeszcze może sprawić, że nasz szef scrollując Facebooka dostanie białej gorączki? Ogólnie rzecz ujmując, mówimy tutaj o wszelkich działaniach zamierzonych lub niezamierzonych, które mogą zostać odebrane jako sprzeczne z interesem firmy lub działające na jej szkodę.

Wypowiedzenie za polubienie

Całkiem niedawno przez Polskę przeszła informacja o pielęgniarce ze szpitala w Białogardzie, która dostała wypowiedzenie za dodawanie reakcji pod postami godzącymi w jej pracodawcę. Choć każdy taki przypadek przed wyciągnięciem konsekwencji powinien być szczegółowo przebadany, pewnych rzeczy należy się po prostu wystrzegać. Na co w takim razie powinni być uczuleni pracownicy przy publikowaniu postów, tweetów i zdjęć?


  • Uważaj, co udostępniasz.
    Lajkowanie i udostępnianie postów mówiących o sukcesach konkurencyjnej firmy oraz sprzecznych z interesem pracodawcy, a także przychylne komentowanie treści udostępnianych przez konkurencję nigdy nie będzie dobrym pomysłem. Przytoczony przed chwilą przykład jest wystarczającym dowodem, że każdy lajk może być na wagę pracy.

  • O sukcesach i porażkach firmowych informuje pracodawca - nie Ty.
    Twoja firma osiągnęła właśnie kolejny sukces, którym chciałbyś podzielić się ze znajomymi? Spokojnie… sukces nie istnieje, dopóki nie zostanie ogłoszony oficjalnie przez firmę. Podzielenie się dobrą nowiną zbyt wcześnie ucieszy jedynie konkurencję.

  • Nie chwal się podróżami służbowymi.
    Tak, wiemy… każdy wyjazd służbowy, niezależnie jaki jest jego cel, to okazja do zrobienia ciekawego zdjęcia, które ozdobi Twój profil na Instagramie lub dodania lokalizacji do facebookowej osi czasu. Tylko skąd pewność, że wśród Twoich followersów nie ma kogoś z konkurencyjnej firmy? Każdy post lub zdjęcie ze służbowego wyjazdu to potencjalna informacja o podejmowanych przez naszą firmę krokach.

  • Zachowaj ostrożność przy dodawaniu zdjęć i filmów z miejsca pracy.
    Firmy chętnie dzielą się zdjęciami i nagraniami, pokazującymi światu, jak wygląda praca zespołu. Uśmiechy, żarty, miła atmosfera – nie ma w tym nic złego, budowanie ludzkiego wizerunku firmy jest jak najbardziej pożądane i pozytywnie odbierane przez klientów. Trzeba tylko uważać, by razem z uśmiechniętą twarzą kolegi zza komputera, światła dziennego nie ujrzały skrupulatnie pilnowane przez pracodawcę informacje. Przed nałożeniem filtru i udostępnieniem zdjęcia upewnij się, że w kadrze nie znalazła się ważna notatka, slajd, czy zawierający istotne informacje obraz z rzutnika.

Podsumowanie

Jak widać, social media to mimo wszystko bardzo grząski obszar i każdy krok warto przemyśleć dwa razy. Bo choć każdego dnia jesteśmy zalewani dziesiątkami postów i wiele materiałów po prostu umyka naszej uwadze, trzeba pamiętać, że w sieci nic nie ginie. Dlatego konsekwencje takich pomyłek mogą być wyjątkowo przykre zarówno dla całego przedsiębiorstwa, jak i dla nas.

Portale społecznościowe już dawno przestały być obszarem, w którym tylko żartujemy z przyjaciółmi, udostępniamy albumy z piątkowych zabaw i oglądamy memy z kotami. Facebookowa oś czasu, panel YouTube, Story na Instagramie i Snapchacie stały się miejscami sprzedaży, transakcji i promocji. Nie zapominajmy, że nadal jest tam sporo miejsca na rozrywkę i dzielenie się ze znajomymi chwilami szczęścia – istotne jednak jest, by robić to z głową.


Źródła:
Deloitte 1, 2; Buffer; WERSM
Autor
Witold Regulski
Ocena artykułu
5.00 - (7 głosów)
Komentarze
Dodaj komentarz
Ostrzeżenie: Uwaga na firmę o podobnej nazwie! Więcej...
Zapoznałem się