Wyższy standard skuteczności
Blog
Informacje z branży i życia firmy
Wybierz dziedzinę

Facebook a polityka

Opublikowano: 11-03-2016

Dzięki mediom społecznościowym ludzie, na co dzień pochłonięci dziś swoimi sprawami, mogą poczuć przynależność do wspólnoty. Facebook zyskał dzięki temu realną polityczną siłę. Globalnie to właśnie między innymi przy jego pośrednictwie postępowała Arabska Wiosna (ciekawie podsumowuje to Piotr Woźniak na stronach 17-44 swojej prezentacji), lokalnie – wszyscy pamiętamy choćby pamiętne, skrzyknięte online bunty przeciwko ustawie ACTA. Żeby jednak mógł zaistnieć masowy rezonans, kluczowe jest to, co dzieje się na poziomie jednostkowym. Jakimi technicznymi rozwiązaniami dysponuje więc portal Zuckerberga, że to właśnie tam polityczne dyskusje wzbudzają aż tyle emocji?

 

Jedną z kluczowych ról odgrywa opcja publikacji postów wraz z możliwością dokładnego określenia do jakiej grupy odbiorców wiadomość ma dotrzeć. Tym samym ciężar gatunkowy wpisów rozlewa się po tablicach konkretnych znajomych, a także często zupełnie obcych użytkowników, prowokując waleczne bądź chcące mieć coś do powiedzenia postaci do wejścia w publiczną polemikę. Gdy tylko znajdzie się ktoś, kto nie zgadza się z nadawcą, bardzo często, przy retorycznym akompaniamencie innych osób, dzieje się to. W prosty sposób można też skomunikować się z politykami prowadzącymi swoje konta – lawina nienawiści bardzo często przenosi się i tam.

 

 

Jak ładnie ujął to jakiś czas temu Bartek Chaciński: „Widziałem najlepsze umysły mego pokolenia marnujące energię na fejsie”. W czasach, gdy samo udostępnianie i lajkowanie memów jest już swoistą polityczną deklaracją, gdy ludzie, którzy na co dzień dogadywali się całkiem nieźle, potrafią wyrzucać się ze znajomych z powodu bardzo powierzchownych ideologicznych sprzeczek, gdy każdy zaangażowany poglądowo i wyzbyty jakichkolwiek odcieni szarości post automatycznie wzbudza u wielu (mam nadzieję, że jednak nie większości, chociaż…) obserwatorów takie myśli jak „haha, pełna zgoda” albo „co za kretyn”, to łatwo odnieść wrażenie, że dla wielu ludzi dopuszczenie do siebie tego, że nie wszystko jest czarno-białe to niewykonalne zadanie.

 

 

Namnażają się więc fanpage’e obśmiewające konkretne frakcje i osoby publiczne, a jednocześnie zrzeszające osoby myślące tak samo, co w niemym przyzwoleniu uprawomocnia coraz większą agresję względem konkretnych figur medialnych, społecznych, etnicznych (ograniczając się do polskiego podwórka – symboliczne „ty lewaku” vs „ty nazisto”). W kuluarach kiełkują zaś zamknięte grupy, gdzie… nie, nawet nie chcę zgadywać, co musi się tam dziać.

 

Wszystko to, co w skali makro zachodzi na Facebooku, w skali mikro ma oczywiście miejsce na dużo szybszym Twitterze. Krótkie, kąśliwe bądź wręcz jadowite wpisy komentujące bieżące wydarzenia to nie tylko domena, nazwijmy ich tak, standardowych użytkowników, ale i publicystów (ze wszystkich stron) oraz samych polityków (zarówno tych  z prawa, jak i z lewa).

 

 

Choć ilość głosów nie idzie w parze z ich jakością, każdy ma prawo wygłosić swój manifest i poczuć się przez chwilę jak osoba publiczna, co jest zarówno ogromną wolnością i błogosławieństwem naszych czasów, jak i ich przekleństwem. Głos autorytetów w tym chaosie zogniskowanym na ilość like’ów, zacietrzewienia i kontrowersji coraz bardziej bowiem zanika, ograniczając się często do akademickich murów czy wartościowych książkowych publikacji, które docierają do bardzo wąskiej grupy odbiorców. I to rozdrobnienie oraz zrównanie rangą narracji wartych uwagi i kompletnie beztreściowych jest na facebooku cokolwiek przerażające.

 

Potęga portalu w zakresie pobudzania do obywatelskiej aktywności jest ogromna. Opinie nieustannie cyrkulują, nim pochłonie je oś czasu i zostaną zastąpione kolejnym tematem, a że każdy z nas jest już dziś praktycznie istotą działającą w dwóch wymiarach – cyfrowym i analogowym, internetowym wizerunkiem staramy się odzwierciedlać to, co naprawdę myślimy o świecie, a być może boimy się nieco wyartykułować to w codziennym życiu, gdy nie mamy aż tyle czasu na dokładne przemyślenie tego, co chcielibyśmy powiedzieć.

 

Paradoksalnie doprowadziło to możliwości komunikacyjne do niespotykanego do tej pory w historii ludzkości zakresu – przez wielu badaczy uznawanego za preludium do kolejnej, po kulturze oralnej i piśmiennej, epoki. I mimo tego mojego punktowania różnych patologii – bo one siłą rzeczy najbardziej rzucają się w oczy – warto pamiętać, jak przełomowym nośnikiem pamięci i symbolem naszej epoki stał się Facebook – McLuhanowska „Globalna wioska” stała się, w dużej mierze właśnie dzięki niemu, faktem.

 

Żródła: Slideshare; GiphyPortal Wiedzy

Autor
Wojciech Michalski
Ocena artykułu
4.25 - (4 głosy)
Komentarze
Dodaj komentarz
Ostrzeżenie: Uwaga na firmę o podobnej nazwie! Więcej...
Zapoznałem się