Wyższy standard skuteczności
Blog
Informacje z branży i życia firmy
Wybierz dziedzinę

Tego się nie spodziewałeś, czyli kilka słów o google bombingu

Opublikowano: 07-09-2018
Czas potrzebny do przeczytania: 4:30 min
W lipcu Internet obiegła wiadomość o tym, że po wpisaniu w wyszukiwarkę słowa „idiot” pokaże nam ona zdjęcia amerykańskiego prezydenta, Donalda Trumpa. Jest to przykład tak zwanego google bombingu i nie jest to pierwszy raz, kiedy użytkownicy Internetu mają z nim styczność.
 
 Źródło: Google Grafika [dostęp 07.09.2018]
 
O co tu tak naprawdę chodzi?
 
Przyjrzyjmy się najpierw bliżej historii zjawiska i na czym ono dokładnie polega. Określenie tego zjawiska to zestawienie ze sobą nazwy wyszukiwarki Google i angielskiego słowa „bomb”. Jest on zaliczany do praktyk  Black Hat SEO, o których pisaliśmy już wcześniej.
 
Jak można doprowadzić do wyżej opisanej sytuacji? Poprzez pozycjonowanie - należy zasypać wyszukiwarkę internetową linkami, które łączą w sobie pożądane frazy, które nie są ze sobą bezpośrednio powiązane. Zostaje ona wprowadzona wtedy w błąd, a cała reszta jest już prosta – reakcja Internetu działa na zasadzie lawiny, wyszukiwań i linków jest coraz więcej, tworzą się też kolejne powiązania między frazami. W przypadku Donalda Trumpa było to połączenie jego nazwiska ze znaną piosenką amerykańskiego zespołu Green Day „American idiot”.
 
Kiedy to się zaczęło?
 
Od kiedy użytkownicy Internetu umieją doprowadzać do takich sytuacji? Spójrzmy szybko na historię zjawiska. Pierwszy raz google bombing miał miejsce w 1999 roku. Po wpisaniu frazy „more evil than Satan himself” najwyższą pozycję w wyszukiwarce zajmowała strona firmy Microsoft.
 
Kolejny znany i wczesny przypadek pochodzi z 2003 roku. Jego ofiarą padł wtedy ówczesny prezydent USA George Bush. Jego zdjęcia pojawiały się po wyszukaniu wyjątkowo obraźliwej frazy. Taka sytuacja dotyczyła także Nicolasa Sarkozy’ego, Silvia Berlusconiego czy Mitta Romneya. Internet nie oszczędził nawet Chucka Norrisa – po wpisaniu jego nazwiska pojawiała się strona z hasłem „Google won't search for Chuck Norris because it knows you don't find Chuck Norris, he finds you”.
 
 Źródło: Google Search [dostęp 07.09.2018]
 
Dodatkowo obiektem takich działań stały się później nie tylko osoby, ale także zjawiska. W 2011 roku po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła „murder” jako drugi wynik pojawiał się artykuł z Wikipedii dotyczący aborcji. Był to wynik działania ruchów pro-life, które chciały wpłynąć na publiczną debatę dotyczącą aborcji.
 
A u nas?
 
 
W Polsce również nie brakuje przykładów użycia google bombing. Jego ofiarą padli niektórzy znani politycy. Zdjęcia naszego byłego premiera oraz jego artykuł biograficzny zamieszczony na Wikipedii zaczął się wyświetlać po wpisaniu frazy „kłamca” w wyszukiwarkę. Pomniejszych polityków też to dotknęło, a także różne instytucje zaczęły oglądać swoje strony w towarzystwie fraz, które ich nie dotyczyły.
 
Co na to Google?
 
W 2007 roku Google na swojej stronie zapewniało, że usprawni swoje zabezpieczenia i takie działania będą wykrywane i usuwane przez algorytmy. Tłumaczył także, że nie jest w stanie usuwać takich problemów ręcznie, ponieważ dotyczą one fraz, które nie leżą w głównym obszarze ich zainteresowań.
 
Jednak jak pokazuje historia, algorytmy okazały się nie do końca skuteczne i nadużycia nadal mają miejsce. Mimo to coraz trudniej doprowadzić do takiego wypozycjonowania frazy. Być może po lipcowych wydarzeniach algorytm zostanie poprawiony i stosowanie tego typu działań przestanie być możliwe?
 
Jakie są konsekwencje?
 
 
Jak widać na przykładach, google bombing najczęściej staje się narzędziem społeczeństwa do wyrażenia jego nastrojów politycznych lub oznajmiania swojej dezaprobaty wobec działalności konkretnych osób. Część użytkowników traktuje go też po prostu jako żart.
 
I rzeczywiście, podane przykłady mogą śmieszyć, ale należy pamiętać, jaki wpływ może to mieć na życie i wizerunek tak rozpoznawalnych osób. Część użytkowniku chwilę się pośmieje, niektórzy udostępnią to dalej, po czym po chwili o tym zapomną. Są jednak osoby bardziej podatne na tego typu działania i wtedy google bombing może mieć wpływ na ich opinię.
 
Podsumowując
 
 
Google bombing jest więc znane od lat, a jego ofiarą padają znani ludzie, duże firmy oraz dzielące społeczeństwo tematy światopoglądowe. W epoce fake newsów i ciągłej konieczności weryfikowania każdej informacji grozi nam to przede wszystkim dezinformacją. Zastanowić się można także, dlaczego Google przez prawie dwadzieścia lat nie zdołało zabezpieczyć swojego systemu na tyle, by tego typu ataki nie miały już miejsca.

Pośród tych pytań i wątpliwości jedno przynajmniej wiemy na pewno -  użytkownicy Internetu bez wątpienia nie przestaną szukać sposobów, aby wyszukiwarka pokazała im to, czego chcą.

Autor
Marta Grandke
Ocena artykułu
4.57 - (7 głosów)
Komentarze
Dodaj komentarz
Ostrzeżenie: Uwaga na firmę o podobnej nazwie! Więcej...
Zapoznałem się