Wyższy standard skuteczności
Blog
Informacje z branży i życia firmy
Wybierz dziedzinę

Słowo przeciw słowu – o języku reklamy w Internecie

Opublikowano: 13-03-2015

PANowanie czy TYkanie – co przystoi w Internecie?
Odmienny charakter słownictwa internetowego jest bardzo wyrazisty. Jego specyfika zasadza się na różnych posadach – poczynając od fundamentów informacyjnych, a kończąc na swoistym pragmatyzmie reklamy. Jednym z dość typowych zabiegów języka Sieci jest skracanie dystansu. Omijanie formy „Pan”, „Pani”, „Państwo” jest dość powszechnie stosowanym chwytem marketingowym, gdyż wywołuje wrażenie lepszego, bliższego kontaktu, pewnej znajomości odbiorcy. Z drugiej strony typowo polskie „Panowanie” jest silnie zakorzenione w rodzimej tradycji i to nie tak odległej jakby się zdawało. Osoby urodzone przed drugą wojną światową nie wyobrażały sobie zmiany formy kontaktu z PAN(i) na TY, w stosunku do osób bliskich. Zasadniczo formę TY używano wobec dzieci, osób o niższej pozycji społecznej, o odmiennej narodowości, było formą bezceremonialną. Wobec tego zastosowanie formuły TY powinno być odbierane jako obelżywe, pozbawione szacunku.

 

Źródło: Czas gentelmanów


Współczesna polszczyzna, w szczególności język reklamy (w tym internetowej), pod wpływem zachodniej kultury zmieniła orientację językową. Forma TY zyskała pozytywny wydźwięk, stając się określeniem relacji bliskich, domeną przynależną danej grupie. Wobec tego „Panowanie” w języku reklamy internetowej zasadnie utraciło swój autorytet. Można rzec, że zarówno forma TY, jak i PAN(i) są poprawne i nie powinniśmy czuć się urażeni jej zastosowaniem wobec nas jako odbiorców treści. Nie wynika to, bowiem z braku szacunku, a jedynie z chęci nawiązania bliższych relacji między nadawcą a odbiorcą. Niektóre branże w dalszym ciągu jednak bardzo chętnie pozostają przy oficjalnej tytulaturze. Czemu? Jest to również zabieg marketingowy, który wykorzystuje silne cechy polskiej tradycji językowej. Starsi ludzie mogą poczuć się urażeni, że nieznany im osobiście KTOŚ zwraca się do nich per TY. Dlatego pragnąc dotrzeć do tej grupy docelowej często stosuje się przekaz bardziej oficjalny.

 

 

Źródło: You Tube

 

SkurczyBYK – czyli o błędach wynikających z konieczności skrócenia formy
Często stosowanym w internetowym języku skrótem jest wyrażenie  „marketerzy”, które wypiera słowo „marketingowiec”, jednoznacznie wskazujące w języku polskim na osobę, wykonującą określoną czynność związaną z marketingiem. Przy czym wyrażenie „marketer” nie niesie już za sobą tak jasnego określenia. Problem „for” i „forów”; „Nick”, „nicka”, czy „nick” występuje dość powszechnie i nie stanowi w powszechnym odczuciu nadwyrężenia języka. Precyzja w stosowaniu poprawnych form, coraz częściej ustępuje miejsca staraniom o przekazanie komunikatu. Jakość ustępuje szybkości. Podyktowane jest to często koniecznością zastosowania krótkich form. No bo jak w 140- znakowej informacji na Twitterze zawrzeć piękną polszczyznę?

 

Źródło: Astamania


Skróty wymagają kompromisów. Zmuszają do pomijania form grzecznościowych, tworzenia lapidarnych komunikatów, pozbawionych zabarwienia emocjonalnego. Skrajnie niekorzystnym zjawiskiem jest odrzucenie polskich znaków diakrytycznych (ś, ć, ź, itp.), a nawet polskich słów.

 

 

 

Źródło: You Tube

 

Sarmackie makaronizmy zastępują obecnie amerykańskie angoloizmy. Wiąże się to z próbą nadania swoistego prestiżu, renomy marce, produktowi. Często pozwala w prosty sposób znaleźć miejsce danemu zjawisku bez uszczegóławiania, jak np. projekt – chętnie wykorzystywane wyrażenie przy akacjach promocyjnych, działaniu zespołu pracowników, pracy zespołu muzycznego nad płytą. Bo czy nie prościej, nie dumniej brzmi – projekt artystyczny niż malowanie obrazów na wernisaż, robienie fotografii na wystawę, tworzenie ścieżki dźwiękowej do płyty. Angloizmy w stylu weekend, lajk, update, hejtowanie stanowią codzienność i mocno ingerują w polszczyznę.

 

 

Źródło: You Tube

 

Język reklamy, szczególnie tej internetowej, rządzi się własnymi prawami. Pragnąc dotrzeć do odbiorców należy się po prostu do niego dostosować, nawet jeśli momentami razi grubiańskim naruszeniem zasad pisowni, interpunkcji, ortografii. Może jednak warto postawić na polszczyznę, na piękno stylu, na oprawioną w efektowne słownictwo formę komunikatu? Może to właśnie pozwoli wyróżnić się na tle innych tekstów reklamowych  bezlitośnie bombardujących –izmami?

 

Źródło: Nowy Marketing, Wykop, Poradnia Językowa

 

 

Autor
Magdalena Drajkowska
Ocena artykułu
5.00 - (4 głosy)
Komentarze
Dodaj komentarz
Ostrzeżenie: Uwaga na firmę o podobnej nazwie! Więcej...
Zapoznałem się