Wyższy standard skuteczności
Blog
Informacje z branży i życia firmy
Wybierz dziedzinę

Google nie korzysta z Photoshopa. On go wchłania.

Opublikowano: 06-02-2014
Czas potrzebny do przeczytania: 2:40 min

Od wielu lat obserwujemy jak Google w znaczący sposób poszerza swoje usługi. Oczywiście, dla specjalistów od pozycjonowania i ich klientów, branżowy gigant to przede wszystkim podstawowa wyszukiwarka tekstowa.

Jednak od dawna Google jest lub przynajmniej stara się być wielozadaniowym kombajnem, który odpowiada na wszystkie potrzeby użytkowników. Kalendarz, poczta, przeglądarka, autorski system operacyjny i tworzone z myślą o nim urządzenia – te i wiele innych narzędzi sprawiają, że fani korporacji mogą korzystać z komputerów niemalże wyłącznie przy użyciu oprogramowania jednej firmy.

Nic nie wskazuje na to, żeby Google miało dość – wciąż się rozrasta, tym razem przeciągając na swoją stronę weterana branży elektronicznej.

 

 

Osobą, która została wciągnięta na listę płac Google jest John Nack. Choć nie jest to nazwisko powszechnie znane, warto wiedzieć, że ten człowiek przez 14 lat pracował przy najważniejszych projektach firmy Adobe – grupy znanej przede wszystkim z programów obsługujących format PDF, a także technologii Flash i jednego z najchętniej wykorzystywanych profesjonalnych narzędzi graficznych – Photoshop.  Od teraz jednak zajmować się będzie fotografią cyfrową w Google.

Wiadomość ta może oznaczać wszystko, począwszy od delikatnych zmian w usługach graficznych (przejęta przez Google Picasa i edytor zdjęć w Google+), skończywszy na możliwym wejściu w życie nowych technologii, mogących wpływać na pozycjonowanie.

Warto zdać sobie sprawę z tego, że firma w ostatnim czasie mocno modernizuje swoje narzędzia właśnie pod kątem wykorzystywania obrazów. W końcu to właśnie wspomniana Picasa była swego czasu jedną z najpopularniejszych internetowych galerii, którą mogliśmy dzielić się ze znajomymi w Internecie.

Teraz jej rolę przejął serwis społecznościowy Google+, który według wielu jest znacznie lepszy do chwalenia się udanymi fotografiami, niż Facebook czy kupiony przez niego w 2012 roku Instagram. Obie wymienione witryny kojarzą się raczej z wrzucaniem spontanicznych lub przypadkowych zdjęć, niż tworzenia fascynujących galerii. Przy nich Google+ jawi się jako profesjonalne rozwiązanie.

 

Źródło: Google.com

 
Czy jest szansa, że nastąpi poważna zmiana w pozycjonowaniu i wyszukiwaniu stron?
Bardzo możliwe, że nowego znaczenia nabierze odpowiednie cyfrowe podpisywanie zdjęć zamieszczanych na stronach internetowych. Osobną kwestią jest także geolokalizacja. Zapewne każdemu internaucie zdarzyło się przepisywać kod autoryzacyjny z obrazka, tzw. captcha.

Warto zauważyć, że w przypadku, kiedy prosi nas o niego Google, obok losowo wygenerowanych cyfr, użytkownicy otrzymują do przepisania także tabliczkę z numerem domu – w ten sposób wszyscy mimowolnie pomagamy w odpowiednim oznaczaniu miejsc na mapach Street View.

Wciąż jednak jest to sposób co najmniej niedoskonały i podczas wyszukiwań z uwzględnieniem konkretnego adresu pojawiają się nieścisłości. Być może John Nack, jako człowiek tworzący Adobe Photoshop od najwcześniejszych wersji, znajdzie sposób, by nauczyć algorytmy Google poprawnego odczytywania cyfr ze zdjęć?

Kiedy jeden gigant łączy się z drugim, warto trzymać rękę na pulsie. Choć Google od dawna miało dobre układy z Adobe, teraz dwie istniejące obok siebie technologie mogą zacząć się przenikać. Nie jest to może rewolucja taka, jak na przykład wykupienie systemu Android, jednak niewykluczone, że tekst, mający obecnie największą wartość w pozycjonowaniu i wyszukiwaniu, za jakiś czas odda część swoich „udziałów” obrazkom.

 

Źródło: www.searchenginejournal.com

Autor
Michał Grązka
Ocena artykułu
5.00 - (5 głosów)
Komentarze
Dodaj komentarz
Ostrzeżenie: Uwaga na firmę o podobnej nazwie! Więcej...
Zapoznałem się