Wyższy standard skuteczności
Blog
Informacje z branży i życia firmy
Wybierz dziedzinę

Publiczne czy prywatne?

Opublikowano: 12-11-2010
Czas potrzebny do przeczytania: 2:25 min

Street View robi furorę - można naocznie sprawdzić, jak będzie wyglądać hotel, w którym planujemy urlop albo wybrać się na wirtualną wycieczkę ulicami Nowego Jorku, gdy nas nie stać na podróż w realu. Budzi też kontrowersje - kamery Google'a rejestrują przecież niewyreżyserowane sytuacje. Ktoś przyłapał żonę na wychodzeniu o poranku z cudzego mieszkania, a ktoś inny znalazł w Street View zdjęcia ludzi włamujących się do jego domu - można więc oglądać zdjęcia w serwisie z wypiekami na twarzy i wcale sobie nie życzyć ich funkcjonowania w Sieci. Na świecie Street View przyjęło się z większymi lub mniejszymi oporami, ot, jako kolejny krok w przenoszeniu realnego świata do wirtualnej rzeczywistości.

W Polsce firmie Google na ręce (i kamery) patrzy GIODO - Generalna Inspekcja Ochrony Danych Osobowych, uznając, że nie wolno przechowywać zdjęć źródłowych, będących materiałem do publikacji w Street View, bo narusza to prywatność przypadkowo sfotografowanych osób - mimo, że Grupa Robocza Artykułu 29, działająca przy Komisji Europejskiej, uznała, że Google może przechowywać takie zdjęcia przez 6 miesięcy. Z uwagi na urzędnicze kontrowersje Google nie udostępniło dotąd żadnego ze zdjęć polskich miast i na pewno sprawa się przeciągnie, by nie "podpaść" GIODO.

Argumenty prezentowane przez zwolenników Street View to na przykład udostępnienie informacji o Polsce wszystkim tym, którzy planują nas odwiedzić w 2012 roku z okazji Euro - z praktycznej perspektywy, nietrudno im odmówić słuszności (pod warunkiem, ze jesteśmy pewni, czy już chcemy się chwalić stadionami, hotelami i autostradami ;-) ).
Samo Google deklaruje: "Traktujemy Street View jako ostatni poziom powiększenia mapy, sposób, by pokazać jak dane miejsce będzie wyglądać, jeśli pojawisz się w nim osobiście i oglądając jak wygląda lokalna kafejka, czy planując wakacje w różne części świata. Mamy nadzieję, że nowe zdjęcia pomogą odnaleźć drogę mieszkańcom Irlandii, Brazylii, a nawet pingwinom z Antarktydy i pomogą ludziom z całego świata dowiedzieć się więcej o tych regionach."
Przeciwnicy publikowania zdjęć robionych przypadkowym przechodniom i samochodom powołują się na to, że nie każdy ma ochotę pokazywać swoją twarz w Internecie, bez żadnej wiedzy, ze się zostało uwiecznionym, i bez kontroli nad tym, jakie wnioski może ktoś wyciągnąć z faktu, ze dana osoba w danym momencie przebywała w danym miejscu.

W miarę rozwoju Sieci rośnie liczba osób kontestujących coraz głębszą eksplorację prywatności w cyfrowym świecie.Kto ma rację? Wolimy mieć dostęp do coraz większej liczby informacji czy chronić się przed wścibskim okiem aparatu fotograficznego?

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Autor
Małgorzata Kucharska
Ocena artykułu
3.00 - (4 głosy)
Komentarze
Dodaj komentarz
Ostrzeżenie: Uwaga na firmę o podobnej nazwie! Więcej...
Zapoznałem się